Ukończyłam wczoraj pisanie projektu na nowe wyzwanie.
Nowy, ale tak naprawdę stary. Od 2016 roku prowadziłam spotkania na zoomie, gdzie mówiłam o Transerfingu rzeczywistości. Te zoomy czasem trwały po 3 godziny, bo ludzie nie chcieli iść spać.
Bardzo żałuję, że ich nie nagrywałam, bo byłby fenomenalny materiał o namacalnych dowodach na to, jak zmienia się rzeczywistość na naszych oczach, kiedy zrozumiemy, jak działają prawa natury, oraz o tym, jak się w ogóle zabrać do niego.
Zaczęłam to robić dopiero 5 lat później i zostało mi trochę nagrań.
W międzyczasie pojawił się Human Body Design, w który się zanurzyłam po uszy na kilka lat, aż zrozumiałam, czym to jest, kim ja jestem w tym wszystkim, kim są ludzie, którzy mnie otaczają i jak to wszystko poskładać do kupy.
Transerfing, to instrukcja obsługi praw natury, a Human Design jest bardzo precyzyjną instrukcją obsługi człowieka. Pokazuje dokładnie kim jesteśmy, jaka jest nasza natura, co z tym wszystkim możemy zrobić, jak się poukładać w relacjach ze sobą i z innymi ludźmi. Jak zrozumieć swoje zachowania, reakcje i oczywiście innych.
Bardzo mi się to narzędzie przydało w pracy, bo wiele zrozumiałam i wiem, jak pracować z ludźmi, aby to, co mają zrobić, było zgodne z ich naturalnymi predyspozycjami oraz siłami życiowymi, które nie zawsze są na zawołanie i niewyczerpane.
Nie jestem jakimś guru od Human Design, ponieważ jest to potężna wiedza i na lata, dlatego tutaj robię miejsce ekspertom. Moja wiedza pozwala mi poruszać się wśród ludzi i pokierować zespołem oraz klientkami tak, aby było jak najlepiej i w zgodzie z…. Prawami natury według Transerfingu oraz energetyce człowieka według zasad elektryczności w ciele.
Natomiast jakieś 9 lat temu wydarzyło się coś, co zmusiło mnie do szukania rozwiązania na problem, który rozwalił mi totalnie życie i karierę i nie umiałam sobie z nim poradzić.
Strach, paniczny lęk i wiele dni biegania po mieszkaniu i szukania nieistniejących dziur, w których mogłabym się ukryć, bo usłyszałam dźwięk, którego moja skołowana głowa nie potrafiła zlokalizować i mózg alarmował, że to jest kolejne zagrożenie.
Mieszkam w rejonie mocno sejsmicznym i mamy tu trzęsienia ziemi. To silne 6,7 w skali Richtera zdemolowało mnie psychicznie. Mieszkamy na dwóch ostatnich piętrach w bloku i w trakcie trzęsienia nie wiedziałam, gdzie biec i co trzymać, bo rzeczy spadały, meble się przesuwały itd. Potem jeszcze przez miesiąc mieliśmy około tysiąca wstrząsów wtórnych, a władze zdecydowały o obniżeniu cyfr, bo prawo stanowi, że jeśli trzęsienie osiąga 6,2, szkody pokrywa rząd. Chytruski jedne…
Idąc dalej. 10 dni trwała moja męka. Nie spałam, drzemałam, każdy ruch mojego męża na łóżku wprawiał w ruch materac, a ja wyskakiwałam z krzykiem, że znowu się trzęsie. Szkód nie było u nas wielkich, natomiast to, o czym się nie mówi, to fakt, że ludzie odchodzą od zmysłów, a potem psychologowie mają roboty na lata.
Ja nie wierzę w psychologów. Osobiście uważam, że zdecydowana większość z nich wybiera ten kierunek, aby załatwić swoje własne problemy, w efekcie nigdy do tego nie dochodzi, a potem biorą się za pomaganie innym. Oczywiście są wyjątki, jak wszędzie. Generalnie jestem na NIE.
Nie wierzyłam też w żadne ezo i tutaj już jestem bardzo, bardzo nastawiona krytycznie i sceptycznie, bo dla mnie to New Age, te wszystkie szeptuchy, ustalanie ścieżki duszy, medytacje, afirmacje czy channelingi.
Nie potrafiłam w to uwierzyć, bo jestem techniczna, muszę widzieć namacalne dowody i przede wszystkim rozumieć mechanizm. Jeśli można coś wyjaśnić i pokazać powtarzalne wyniki, a nie tylko, że coś się zadziało, bo było po coś, albo tak miało być, to jestem w stanie się temu przyjrzeć.
I po tym silnym trzęsieniu ziemi byłam na skraju załamania nerwowego. Bardzo zmęczona, niewyspana, słaba. Co ciekawe, w takich sytuacjach niesamowicie wyostrza się słuch. Mieszkam nad morzem i nagle zaczęłam słyszeć szum fal, każdy dźwięk, np przejeżdżającego samochodu wywoływał silny strach, dopóki nie stwierdziłam faktu, że to samochód.
Najbardziej bałam się sił natury, co oczywiste. Wiatr, szum liści, deszcz odbierały mi powoli siły życiowe, a ja i tak w tym silnym stresie robiłam piękną karierę zawodową. Jestem z siebie bardzo dumna, mimo wszystko. Ale… w pewnym momencie mąż zabrał mnie do lekarza. Ten zasypiał podczas rozmowy. Przyglądałam mu się, ale rozumiałam. Poza praktyką medyczną, był politykiem, eurodeputowanym, więc był strasznie zmęczony. Przepisał prochy i kazał zdawać relację.
Prochy zupełnie nie zadziałały. Nadal nie spałam i byłam chodzącym zombie. I wtedy, jak to mówią, tonący brzytwy się chwyta, wieczorem wstukałam w necie kilka słów, jak pozbyć się lęku. Wyskoczyła mi 18-minutowa prowadzona sesja. Usiadłam i zrobiłam solidnie całe ćwiczenie.
Spałam, jak dziecko. W ciągu następnych dni zorientowałam się, że pozbyłam się nie tylko lęku związanego z siłami natury, ale wszystkich tych uporczywych nawet z dzieciństwa. Ta wolność była tak nieprawdopodobna, że wpadłam w euforię. Wolność od lęku jest niesamowita, a ten lęk tak naprawdę nie wziął się znikąd.
Wcześniej, mieszkając jeszcze w Polsce, już w 2007 roku zdiagnozowano u mnie silną nerwicę lękową z drastycznie obniżonym progiem odporności na stres. I leczyłam się, a tak naprawdę utrzymywałam status quo. Z czasem odstawiłam leki i funkcjonowałam jakoś, aż do tego najsilniejszego trzęsienia. Nie pierwszego i nie ostatniego, ale najsilniejszego i tego właśnie, które wybudziło wszystkie męczące mnie zmory z całego życia.
I tak w ciągu kilku dni zorientowałam się, że niczego się nie boję, zaczęłam inaczej funkcjonować, wracała energia, wracała radość i sens życia. Przestałam być automatem, a zaczęłam z powrotem żyć twórczo i z pasją, jakiej nie pamiętałam. Oczywiście po czasie zaczęłam szukać tej sesji w sieci i już jej nie znalazłam, ale to był impuls, aby się tym zainteresować. Więc znowu zanurzyłam się całkowicie w książkach, w sieci i czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce.
Bo skoro tak natychmiast mi to pomogło, to potrzebuję zrozumieć mechanizm. I z czasem rozumiałam coraz więcej. Po latach dotarłam do tej metody opisywanej w wielu książkach. Poskładałam wszystko w całość, stworzyłam sobie system i zaczęłam go stosować na sobie, potem na bliskich mi osobach i okazało się, że działa. Ale ja poszłam dalej, bo skoro można usuwać lęki i traumy, to może i kompulsywne objadanie się też się w to wpisuje.
I oczywiście zadziałało. w 2024 roku, na początku sierpnia zrobiłam sobie pierwszą i jedyną sesję moim systemem, bo od wielu lat miałam problem z napadami objadania się winogronami i arbuzami. Tylko tymi dwoma owocami. Po prostu napadałam na nie i pożerałam do bólu. Usiadłam na kanapie, włączyłam sobie moje audio i wykonałam ćwiczenie.
Znowu wystarczył 1 raz. Działa natychmiast. Pozbyłam się definitywnie napadów kompulsywnego objadania się.
I tutaj historia mogłaby się skończyć, gdyby nie fakt uświadomienia sobie, że jest jeszcze coś takiego, jak blokady finansowe, które każdy z nas ma. Jedni grzebią w przeszłości, ustalają, jakie traumy przeżyli przodkowie, a ja jestem za leniwa i uważam, że jest to zupełnie niepotrzebne. Wystarczy jedna sesja, żeby pozbyć się problemu bez potrzeby dopytywania babci czy dziadka, czy pamięta, co się zdarzyło 15 maja 1955 roku.
Całkiem niedawno doszły 2 nowe elementy. Jeden z nich usunął mi natychmiast paniczny lęk przed lataniem po feralnym locie w 2019 roku. Na początku tego roku, kiedy musiałam dotrzeć do Mamy, a od lat na samą myśl o samolocie dostawałam jakiegoś paraliżu całego ciała. Wybrałam się w 24 godzinną podróż pociągiem, tam i z powrotem, ale po miesiącu już wybrałam samolot.
Wystarczyło 7 minut, żeby wyeliminować i ten lęk.
Te wszystkie rzeczy przepięknie zazębiają się z programem żywieniowym, w którym prowadzę kobietki już od 2015 roku. Jest po prostu łatwiej. I mimo, że ten projekt powstał już parę lat temu, odłożyłam go “na półkę”, bo wydawało mi się, że ludzie wszystko już wiedzą i potrafią sobie sami pomóc. Dziś widać to jeszcze mocniej, jeszcze mniej można powiedzieć, bo w komentarzach mamy wysyp ekspertów od wszystkiego, którzy nieproszeni dają mnóstwo rad.
Mimo wszystko uruchamiam projekt. Jako Projektor 6/3, który już “zszedł z dachu” jakiś czas temu, jestem w tej chwili gotowa. Mam już Panie, które wchodzą do projektu, który jest moją autorską częścią naszego Programu Zdrowego Odżywiania PZO.
Bądź ze mną na bieżąco, zapraszam do zapisu na newsletter, a wszelkie linki do grup i materiałów - tylko na priv lub w newsletterze. Przynajmniej na razie.
Czy jesteś gotowa, aby odblokować swój
KOD ELEKTRYCZNOŚCI i wejść do KRĘGU KREATORA?
SPRAWDŹ PROJEKT MAG


